Aktualizacja: lipiec 2026 — artykuł powstał w 2020 roku. Zostawiamy ówczesne dane jako kontekst historyczny, ale patrzymy na nie z dzisiejszej perspektywy: przewidywania się sprawdziły.
Pandemia w 2020 roku w kilka tygodni zmieniła przyzwyczajenia zakupowe milionów ludzi. Handel tradycyjny mocno wtedy ucierpiał, a rynek e-commerce — przeciwnie — przyspieszył. To był moment zwrotny, po którym zakupy online przestały być dodatkiem, a stały się standardem. Dziś, z perspektywy czasu, widać to wyraźnie: to, co w 2020 roku wyglądało na chwilową reakcję na lockdown, okazało się trwałą zmianą.
Warto przypomnieć, jak wyglądał ten przełom. W pierwszym kwartale 2020 roku sprzedaż internetowa na świecie wzrosła o ok. 20%, a liczba osób kupujących online po raz pierwszy — o ponad 40%.
Według raportu Mobile Institute „e-Commerce w czasie kryzysu 2020" (na zlecenie Izby Gospodarki Elektronicznej), w czasie kwarantanny 38% badanych zrobiło zakupy w sieci — najczęściej środki czystości (55%) i żywność (48%), a także odzież, obuwie, produkty zdrowotne i artykuły dla zwierząt. Z danych Polskiego Standardu Płatności (operatora BLIK) wynikało z kolei, że w marcu 2020 sprzedaż w sklepach z elektroniką wzrosła o ok. 270%.
Reakcja, która okazała się słuszna
Już wtedy eksperci — m.in. Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej — podkreślali, że przedsiębiorcy muszą szybko dostosować się do zmian. I mieli rację. Klienci docenili wygodę zakupów online: brak kolejek, spokojne podejmowanie decyzji, łatwą kontrolę wydatków i dostawę pod drzwi. Te nawyki zostały z nami na dobre.
E-commerce to nowa potęga!
Z danych platformy Shoper wynikało, że w marcu 2020 roku liczba osób zainteresowanych otwarciem sklepu internetowego wzrosła o połowę względem marca 2019, a istniejące sklepy notowały wyraźne wzrosty zamówień. To był początek fali, która nie opadła — polski rynek e-commerce rósł w kolejnych latach, a sprzedaż wielokanałowa (sklep, marketplace, social media) stała się normą.

Dywersyfikacja kanałów to dziś podstawa
Największa lekcja z tamtego okresu jest wciąż aktualna: warto mieć więcej niż jeden kanał sprzedaży. Gdy jeden z nich zawodzi (jak sklepy stacjonarne w czasie lockdownu), obecność w internecie bywa szansą na przetrwanie. Koszt uruchomienia sprzedaży online jest niski w porównaniu z korzyściami, jakie może przynieść. Jeśli więc wciąż zwlekasz z decyzją o własnym sklepie lub sprzedaży w sieci — to znak, że najwyższy czas do niej wrócić.



